Dziennik Rzeczpospolita o 2. edycji konferencji "Światowy Dzień Walki z Rakiem"
Opublikowano: 
08.02.2015
Podczas drugiej edycji konferencji „Światowy Dzień Walki z Rakiem” eksperci dyskutowali o tym, jak działa wprowadzona właśnie reforma.

Większa część uczestników dyskusji uznała, że pakiet onkologiczny funkcjonuje nieźle, ale wskazała na niedociągnięcia, które powinno się wyeliminować. Od początku stycznia, kiedy reforma weszła w życie, wydano już ok. 38 tys. zielonych kart – dzięki tym dokumentom pacjent, u którego podejrzewa się nowotwór, ma ułatwiony dostęp do specjalisty oraz do badań. Większość kart trafiła w ręce chorujących już pacjentów.

Na jakie problemy zwracali uwagę uczestnicy odbywającej się pod patronatem „Rzeczpospolitej" konferencji? Przede wszystkim na aspekt finansowy. W kuluarach mówiono, że lecznicom obniża się kontrakty na usługi medyczne niezwiązane z pakietem (padł przykład wrocławskiej placówki, której obcięto o 36 proc. pieniądze na hematologię), żeby wystarczyło na zwiększone potrzeby związane z onkologią.

Prof. Krzysztof Warzocha, dyrektor warszawskiego Centrum Onkologii, kwestionował skuteczność systemu dystrybucji pieniędzy na walkę z rakiem. Choć w kilku ostatnich latach nakłady wzrosły trzykrotnie, to jak pokazują europejskie rankingi, w skuteczności i jakości leczenia raka jesteśmy na szarym końcu. Według profesora dzieje się tak m.in. dlatego, że pieniądze trafiają do wielu placówek, choć większość procedur medycznych wykonuje kilkanaście z nich. Wskazywał, że należałoby podać lekarzom rodzinnym listę placówek, do których powinni kierować pacjentów na badania, a następnie ewentualne leczenie, i wybór ten nie powinien być determinowany jedynie długością kolejki, ale również m.in. skutecznością danej placówki.

Padały też pytania, czy każdym przypadkiem raka musi się zajmować konsylium składające się z pełnego wachlarza specjalistów. To zakłada ministerialna reforma, a zdaniem lekarzy jest to kosztowne i nie zawsze uzasadnione. Poruszono też problem zbyt małej grupy specjalistów, do których pacjentów z podejrzeniem nowotworu mają kierować lekarze rodzinni. To może się okazać wąskim gardłem pakietu i doprowadzić do sytuacji, w której pacjenci bez zielonej karty będą czekali na wizytę jeszcze dłużej (choć rząd obiecywał skrócenie kolejek).

Artur Grabek

Źródło: Rzeczpospolita 08.02.2015

Link do artykułu